ZINAL TO LUKSUS! MÓWIMY, JAK JEST W RESORTACH. - Snowee

ZINAL TO LUKSUS! MÓWIMY, JAK JEST W RESORTACH.

Szwajcarski Zinal to komfort, by nie powiedzieć: luksus. Basen, sauna, hamam, świetnie przygotowane trasy tuż za drzwiami, legendarne tereny freeridowe, a nawet… ogrzewanie podłogowe. Czego chcieć więcej?

Wyobraź sobie, że budzisz się rano… w Alpach, ale jest jakoś inaczej niż zwykle. Pościel jest bardziej miękka, a kiedy stawiasz gołe stopy na podłodze orientujesz się, że ogrzewanie podłogowe działa bez zarzutu. Do salonu wabi Cię zapach świeżo mielonej kawy, więc z kubkiem w ręku siadasz na kanapie i chłoniesz całym sobą rozciągający się przed Tobą widok na najwyższe alpejskie szczyty: Matterhorn, Anniviers, Weisshorn, Zinalrothorn, Obergabelhorn i Dent Blanche.

Wychodzisz po bagietki i świeże croissanty. Miejscowość jest niewielka i wyjątkowo urokliwa. Kilka sklepów, barów i restauracji, trochę pensjonatów i prywatnych domów, wszystko w niskiej zabudowie i spójne architektonicznie.

Narty w Zinal to również sąsiednie Grimentz

Po śniadaniu wychodzisz na stok, który znajduje się właściwie na progu rezydencji. Pierwszą połowę dnia spędzasz na stokach Zinal, przeważają tu trasy czerwone, jednak są szerokie i świetnie przygotowane, a widoki zapierają dech w piersiach. Nie ma mowy o tłoku. Szwajcarzy nazywają czasami Val d’Anniviers sekretną doliną i rzeczywiście jest to region mało popularny wśród obcokrajowców – aż 70% odwiedzających dolinę to Szwajcarzy.

Po południu decydujesz, że przedostaniesz się do Grimentz, do niedawna osobnego resortu, a od 2013 połączonego gondolą, która przewiezie Cię w 7 minut do resortu obok. Z Zinal do Grimentz możesz zjechać również czarną trasą Chamois. Teren narciarski Grimentz-Zinal to w sumie 110 km tras.

Grimentz jest największą i najstarszą z okolicznych miejscowości. Centrum wioski jest świetnie zachowane, tworzą je chaty z drewnianych bali, a najstarsze z nich pochodzą z XII wieku. W samym sercu wznosi się nieczynny już publiczny piec do wypiekania chleba. Zabytkowe chaty nie są wynajmowane turystom – najstarsza część wioski zarezerwowana jest dla lokalnych mieszkańców.

Wino lodowcowe. Tego musisz spróbować!

Nagle dookoła nie ma nikogo, cisza i spokój są uderzające, a Ty czujesz, jakbyś przeniósł się kilkaset lat wstecz. Drzwi jednej z chat owierają się, a w drzwiach staje uśmiechnięty, starszy mężczyzna, który przywołuje Cię przyjaznym gestem. Razem schodzicie do kamiennej piwnicy pełnej drewnianych beczek.

Mężczyzna nalewa Ci  prosto z beczki vin du glacier. Wino lodowcowe to miejscowy specjał. Nigdy się go nie butelkuje, a co roku dolewa się odpowiednią ilość młodego wina do pozostałości w beczkach. W ten sposób wino miesza się ze starszymi rocznikami. Beczka, z której pijesz, jest w ten sposób zapełniana od 125 lat.

Wracasz na stok, bo chcesz sprawdzić, co do zaoferowania ma Grimentz. Znajdujesz tu sporo tras niebieskich i czerwonych, ale też kilka bardzo wymagających czarnych. Trasy są nie tylko bardzo urozmaicone pod względem ukształtowania terenu, ale też mają różne ekspozycje, co pozwala wybrać najbardziej odpowiadający Ci śnieg (sama najbardziej lubię stoki o południowej ekspozycji, ze względu na to, że śnieg jest tu miękki, a stok skąpany w słońcu).

Za dużo linii, za mało riderów!

Umawiasz się jeszcze na darmowe szkolenie lawinowe w Mammut Avalanche Training Centre na jutro rano. Po szkoleniu planujesz eksplorować Gardes de Bordon, czyli mekkę freeridu – 100 hektarów naturalnego białego puchu. Lokalni przewodnicy żartują, że jest tu za dużo miejsca na świeże linie, a za mało riderów.

Wieczór spędzasz w SPA rezydencji. Do dyspozycji masz basen, saunę i hamam. Zrelaksowany kładziesz się do łóżka w swoim przestronnym, nowoczesnym apartamencie i myślisz, że dokładnie tak powinny wyglądać „ferie na nartach w Szwajcarii”. Kombinujesz, jak zostać tu na zawsze!

Ania

Zobacz także: